LITERACKIE OKRUSZKI DO KUBKA HERBATY
To, co za nami, i to, co przed nami, niewiele znaczy w porównaniu z tym, co tkwi w nas. Ralph Waldo Emerson
Kociastrofa!
ZUZANNA STOLIŃSKA, 16 LAT
Tego dnia w niezmąconym niczym spokoju, na najwyższym piętrze drapaka wylegiwał się leniwie na słońcu pręgowany kot. Jak prawdziwy król i władca spoglądał z pogardą na aportujące za oknem szczekające sierściuchy.
– Phi, nawet im za to smaczków nie dają, co za naiwniacy.
Wtem otworzyły się drzwi, a do pokoju weszła postać trzymając w ręku zmorę dla wszystkich kociaków – transporter! Ta koszmarnie ciemna, niewygodna i mała klatka zakrawała o przemoc wobec zwierząt. Trzeba było się ewakuować!
Wskoczył więc pod kocyk szybciej, niż można byłoby się tego spodziewać! Teraz wyłaniał się tylko puszysty niczym wata cukrowa bury ogon.
– Puszek, chodź, musimy już iść do weterynarza! – wołała pupila właścicielka.
– Nigdy, prrrzenigdy, nie pójdę do tego zarrrozumiałego psychopaty – zamruczał Puszek – Powinno to być zakazane! Na to na pewno jest jakiś purragraf…
Zbliżała się piętnasta, Marysia wiedziała, że jak czegoś nie zrobi, to nici z weterynarza – musiała sięgnąć po broń absolutną. Dało się słyszeć dźwięk otwierania starej szafki, a w ten w powietrzu zaczął unosić się zapach. Tak, ten zapach. Mieszanina łososia, kocimiętki i starego kapcia.
- Czy to jest to, o czym moja kocia głowa myśli? – ogromne jak statki kosmiczne zielone oczy wyjrzały spod koca.
Dużo czasu nie trzeba było, by i reszta ciała się pojawiła, a wtedy szybkie ręce właścicielki złapały kota i uniemożliwiły mu ucieczkę – to był koniec kociej wolności.

Pod deszczowymi chmurami
Inga Młyńczak, 12 lat
Obudziłam się zmęczona jak zwykle. Dzień jak co dzień, za oknem lał deszcz. Wstałam i otworzyłam szafę. Na półkach leżały tylko płaszcze przeciwdeszczowe i kalosze. Złapałam pierwszy lepszy t-shirt i jeansy. Wzięłam plecak i zaczęłam wrzucać do niego zeszyty i książki z zabezpieczoną okładką, żeby się nie zmoczyły. Zasunęłam plecak i wyszłam z pokoju. Moja mama szykowała właśnie nam kanapki do szkoły, a na stole stały miski z owsianką. Usiadłam przy stole obok mojej młodszej siostry, Belli. Ma 7 lat, a jej wyblakłe blond włosy pachną mieszanką deszczówki i plasteliny.
– Melissa, jedz szybko śniadanie, bo musimy za chwile wychodzić – popędziła mnie mama.
W biegu zjadłam resztę owsianki.
– Bella, chodź pomogę ci ubrać kaloszę- powiedziałam.
Moja siostra usiadła na krześle, a ja wcisnęłam jej na nogi żółte kalosze. Przynajmniej one było kolorowe. Sama też ubrałam wodoodporne buty i zapięłam sobie po szyję kurtkę przeciwdeszczową. Gdy wyszliśmy z domu, lało, ale to żadna nowość. Otworzyłam parasol i zeszłam po schodkach na chodnik. Przez jezdnię płynęła pokaźnych rozmiarów rzeka z deszczówki. Bella zaczęła taplać się w kałuży, ale mama prędko wzięła ją za rękę. Gdy doszłyśmy do przejścia dla pieszych, pożegnałam mamę i poszłam do szkoły. Po drodzę spotkałam Sarę – miłą dziewczynę, z którą się koleguję. Jak wszyscy ma wyblakłe brązowe włosy mokre od deszczu.
– Hej- wymamrotała.
Chyba też miała dzisiaj gorszy dzień.
– Cześć- odpowiedziałam bez entuzjazmu.
– Czy też się zastanawiasz, co jest nad chmurami?- wypaliła.
Zdziwiona tym pytaniem powiedziałam, że niebo.
– No, ale co daje światło? – kontynuowała.
Już miałam odpowiedzieć, ale wtedy podeszłyśmy do szkoły. Budynek był stary i brzydki. Weszłyśmy przez drzwi i położyłyśmy parasolki obok dziesiątek innych i rozebrałyśmy się z kurtek. W klasie pani Stayly przywitała nas zmęczonym uśmiechem. Miała cienie pod oczami i zgarbioną sylwetkę. W klasie stały wiadra, które łapały wodę.
Miałam dość tej codzienności! Tylko czy to się kiedyś zmieni?

Jakiego koloru są głazy?
ŁUCJA KRUSZEWSKA, 13 lat
Głazy są bardzo ciekawe. Nic nie robią, stoją tylko gdzieś na polanie, w lesie czy w innym miejscu. Przed oczami mają jeden widok przez cały czas, no chyba że ktoś je z jakiegoś powodu przeniesie.
Jakiego koloru są głazy? Myślę, że do głowy większości przychodzi kolor szary, ale barw jest więcej. Mogą być lekko czerwone, zielone przez mech lub białe, bo czemu nie. A co, jakby mogły się poruszać? Myślę, że mogłoby to u nich spowodować niebezpieczne nadmierne pobudzenie. Wyobraź sobie – cały czas stoisz gdzieś i nic nie możesz z tym zrobić, a tu nagle podnosisz swój ciężar i wędrujesz, gdzie tylko chcesz. Nawet nie musiałabym jechać do Chile, by zobaczyć kamienne posągi, bo przyszłyby sobie na przykład do Polski.
Głazy nie muszą być nudne. Spróbuj pomyśleć o nich głębiej.
