WSZYSTKO SIĘ MOŻE ZDARZYĆ I JESZCZE TROCHĘ
Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona. Albert Einstein
Ulice jutra
PIOTR ZENKNER, 14 lat
Chuck szedł jedną z niezliczonych ciemnych i zaśmieconych uliczek oświetlonych małymi, często niedziałającymi lampami, dającymi lekkie żółte światło. Wiły się one między gigantycznymi budynkami, które pięły się i pięły w górę, wydając się nie mieć końca. Wszędzie dookoła, z ciemności wyłaniały się obdrapane i pordzewiałe ściany, a także niezliczone szyldy różnorakich sklepów i warsztatów. Przechodząc obok jednego z nich, sprzedawca, którego twarz zasłaniała maska do filtrowania powietrza, spojrzał się na niego i śledził Chuckaswoim metalowym okiem. Mężczyzna zerknął na wielki billboard, na którym właśnie leciała reklama nowych apartamentowców kosztujących jakąś niebotyczną kwotę. W rogu bilbordu jak zawsze widniała data: 06.08.2358 r..
- Spóźnia się już jakieś pół roku – Chuck zaśmiał się pod nosem.
- I wątpię, by komuś zależało na naprawie tego- dodał sam do siebie i poszedł dalej, nie oglądając się.

Genialna maszyna
JONASZ WAŁĘGA, 12 lat
Artysta siedział na swym strychu, gdzie zwykle maluje. Nie miał żadnego pomysłu na nowy obraz. “Puk, puk”- usłyszał.
– Proszę! – odkrzyknął już lekko zdenerwowany.
W drzwiach pojawił się wysoki, szczupły, ale zadbany mężczyzna.
– Dzień dobry!
Mówił z typowym angielskim akcentem.
– Nazywam się Joshua Winkorder i jestem wynalazcą.
– Witaj panie Winkorder, po co pan tu przybył? – zapytał zdziwiony.
– Nie chce się rozgadywać, więc czy chce pan kupić moją autorską maszynę do tworzenia pomysłów? Tylko 10 sztuk złota.
– No dobrze, nie mam nic do stracenia – mruknął nieprzekonany artysta.
Wnieśli maszynę wielkości powozu do sieni.
– Dobrze, maszyna działa tak: klika pan ten przycisk i voila, proszę spróbować. Nieprzekonany artysta podszedł do maszynym, wcisnął przycisk i z maszyny wyskoczyła kartka. Artysta był tak podekscytowany, że nawet jej nie przeczytał.
– Bardzo dziękuję panu, proszę to pana 10 sztuk złota i kolejne 10 napiwku, jeszcze raz panu bardzo dziękuję!
– Tak, tak, dobrze już, to do widzenia – powiedział poddenerwowany i odjechał w mgnieniu oka. Artysta był już bardzo podekscytowany. Podniósł kartkę i przeczytał “Dzięki na złoto frajerze, maszyna nie działa”.
– Nieeeee!!!
To spotkanie nauczyło artystę, że nie wolno być tak łatwowiernym i od tego czasu artysta już nigdy nic nie kupił od domokrążców.
Zakazane pióro
JONASZ WAŁĘGA, 12 lat
Henryk szedł po chmurach w swoim bardzo wysokim cylindrze. Wszedł do sklepu z nielegalnymi piórami. Zobaczył to, czego szukał. Oniemiał z podziwu, to było pióro samego Wilhelma trzeciego. Leżało na czerwonej miękkiej poduszce. Było całe czarne z złotymi zdobieniami, a stalówka świeciła takim blaskiem szczerego złota, że się patrzeć nie dało. Do pióra była przypięta wyblakła karteczka, która głosiła: 1000 zł. Henryk zbliżył się. Poczuł woń atramentu, była delikatna i przyjemna. Henryk bez słowa podszedł do sprzedawcy i położył 1000 zł na ladzie.
– Tylko uważaj, jedna kropla atramentu może zniszczyć wszystkie chmury – powiedział zaniepokojony sprzedawca.
– Jestem gotów podjąć to ryzyko, do widzenia – odpowiedział cicho i tajemniczo Henryk.
Mężczyzna wyszedł z sklepu i słuch o nim zaginął. Z każdym dniem od tamtego momentu królestwo chmur zaczęło popadać w ruinę, a atrament już na zawsze zostawił ślad na sprzedawcy.
Świąteczna opowieść
ANTEK DZIAMBA, 12 lat
Było już blisko świąt, kiedy Święty Mikołaj leciał swoim samolotem transportowym. Potwór był to co nie miara!
Dzieci oczekiwały go z niecierpliwością (Mikołaja, nie samolotu). Mikołaj niepokoił się, czy wszystko pójdzie dobrze.
Nagle kolorowe lampki i guziki zaczęły mrugać na czerwono.
- Do stu Grimczów! – zaklął Święty Mikołaj. – Chyba coś się dzieje!
Rzeczywiście – Mikołaj zaczął spadać. Upadł prosto na parking pełen samochodów.
- Nici z prezentów!! Nie starczy na nie pieniędzy, odszkodowania za te szkody będą mnie solidnie kosztować.
Mikołaj, chcąc nie chcąc, dał swoje miliony na pokrycie uszkodzeń i ze smutkiem wracał pieszo do swojego domu. Nagle odezwał się Bóg.
- Mikołaju czemu jesteś taki smutny? – zapytał.
- Bo musiałem wydać miliony na odszkodowanie i nie mam za co kupić prezentów.
- A od czego masz mnie? – powiedział Bóg.
- Ojej, zapomniałem! A możesz dać mi pieniądze? – zapytał Starzec.
- Mogę i ci pomogę, ale musisz trochę poczekać – odpowiedział.
Mikołaj podziękował i poszedł dalej. Gdy dotarł na miejsce, zobaczył elfy biegnące do niego i pytające go, czemu wrócił piechotą. Mikołaj wziął głęboki oddech i wszystko wyjaśnił.
Małe ludziki były bardzo zasmucone z powodu braku pieniędzy na upominki dla dzieci. Nagle podbiegł do nich zadyszany Elf, który coś tam mówił z przejęciem, ale Święty go nie zrozumiał. Dopiero, gdy mały pomocnik trochę się uspokoił, powiedział już wyraźnie:
- Wygrałem pierwszą nagrodę w Euro Jackpot! DWA MILIARDY ZŁOTYCH!
Mikołaj cieszył się bardzo i podziękował Panu Bogu za to, że może uszczęśliwić dzieci prezentami. Teraz miał wolne i mógł pooglądać wraz ze swoimi elfami swój ulubiony kanał na Youtubie. Unforgettable (Pan Zdzicho TV). (Tak, to prawdziwy kanał. Nasz kanał.) https://www.youtube.com/@unforgettable256

Wyprawa niewarta ryzyka
DOMINIK SZCZEPAŃSKI, 12 LAT
Po tygodniu w mieście króla zabrakło dżemu. Postanowił, że spróbuje się dostać do starożytnego grobowca przodków Egipcjan, ponieważ oni składowali tam dary.
Podróż zaczęła się w piątek i trwała aż do niedzieli. Król wyruszył z dwudziestoma podwładnymi, ale po wejściu na teren przodków Egipcjan, 7 tchórzów uciekło na wieść o strasznej bestii (za dużo o niej nie wiedziano, chociaż podobno straszyła 7 mln. lat temu). Król się jednak nie poddał i wyruszył z pozostałą grupą. Piętnaście minut błądzili po lesie, aż w końcu doszli do ogromnej świątyni. Od środka wyglądała jak ogromny labirynt. Gdy weszli do niej, ukazały im się pułapki i zagadki. W pierwszej z nich musieli z obsuniętych cegieł wyczytać ukryty kod, żeby przejść dalej albo musieli uciekać przed ogromnym głazem. Każdy był już oblany potem, ale została im ostatnia łamigłówka, nad którą się głowili pół godziny, aż sam król ją odgadnął. Weszli do tajnego dżemowego sejfu i zobaczyli tam skarby, złoto, kryształy i brudną lampę, ale najbardziej ich interesował pilnie strzeżony dżem. Gdy król podniósł wielką beczkę dżemu, to włączyła się pułapka i wybiegł ogromny, 6-metrowy,15-oczny,zręczny potwór Hułabułalele i gonił ich przez cały czas w labiryncie – ledwo zdołali wyskoczyć na konie i odjechać do królestwa, aby zajadać się ostrym sosem wyglądającym jak dżem truskawkowy, a prawdziwy dżem był cały czas w rękach potwora Hułabułalele, który chciał dżem oddać królowi, ponieważ dżemu nie lubił.
